Byłem tam w czerwcu, dwa lata temu, na wycieczce, którą zaplanowałem głównie wokół tego, gdzie dostanę kawę (we Wrocławiu mam swoją kawiarnię i bez tego nie startuję). I powiem wam, że ten klimat „natura cię tu zabije” działa dopiero, jak staniesz przy źródle i poczujesz, że pomost lekko paruje pod butami. Wtedy każda tablica nagle wydaje się rozsądna.
Czy Yellowstone to coś więcej niż lista zakazów — i czy naprawdę trzeba wam mówić, żeby nie dotykać bizonów?
Słuchaj, Yellowstone jest obiektywnie niesamowity. Krajobraz jest nierealny: parujące baseny w kolorach tęczy, gejzery strzelające znikąd, stada bizonów snujące się we mgle jak w scenie otwierającej film fantasy. Tyle że samo zwiedzanie Yellowstone sprowadza się głównie do tego, że agresywnie instruują cię, czego nie wolno robić.
In groups
Myśl
Byłem tam w czerwcu, dwa lata temu, na wycieczce, którą zaplanowałem głównie wokół tego, gdzie dostanę kawę (we Wrocławiu mam swoją kawiarnię i bez tego nie startuję). I powiem wam, że ten klimat „natura cię tu zabije” działa dopiero, jak staniesz przy źr
Treść postu
Słuchaj, Yellowstone jest obiektywnie niesamowity. Krajobraz jest nierealny: parujące baseny w kolorach tęczy, gejzery strzelające znikąd, stada bizonów snujące się we mgle jak w scenie otwierającej film fantasy. Tyle że samo zwiedzanie Yellowstone sprowadza się głównie do tego, że agresywnie instruują cię, czego nie wolno robić.
Nie dotykaj gorących źródeł. Nie schodź z pomostu. Nie podchodź do bizonów. Nie dokarmiaj niedźwiedzi. Nie zatrzymuj się samochodem na środku drogi, bo zobaczyłeś jelenia stojącego mniej więcej w okolicy drzewa. Nie giń w gorących źródłach.
Co kilka minut jest kolejna tablica tłumacząca dokładnie, jak ten park może cię zabić. I to nie żadna fajna śmierć na dzikim odludziu. Yellowstone grozi ci śmiercią totalnie żenującą. Śmiercią od rozpuszczenia w kwasie. Śmiercią od przebicia się przez skorupę ziemską i ugotowania. Śmiercią w stylu „turysta zignorował znaki ostrzegawcze i zamienił się w zupę”.
I najwyraźniej te ostrzeżenia są potrzebne, bo zwiedzający Yellowstone zachowują się jak ludzie, którzy stykają się z naturą pierwszy raz w życiu. Na każdym parkingu jest co najmniej jeden gość w Oakleyach, który powoli podchodzi do bizona z pewnością siebie człowieka, który ani razu w życiu nie przegrał starcia z konsekwencjami.
Same bizony wyglądają, jakby były wręcz obrażone, że ktoś je w ogóle zauważa. Są wielkości ciężarówki, permanentnie wkurzone i z odległości pięćdziesięciu metrów emanują prehistorycznym klimatem „nie zadzieraj ze mną”.
Ruch na drogach też jest wyjątkowo durny. Nie przez wypadki czy roboty drogowe, tylko dlatego, że ktoś wypatrzył przez lornetkę wilka i teraz osiemdziesiąt SUV-ów stoi na środku drogi, jakby właśnie upadła cywilizacja.
I mimo tego wszystkiego Yellowstone naprawdę jest niesamowity. To jest właśnie najbardziej frustrujące. Połowę wyjazdu spędzisz wkurzony, a drugą połowę gapiąc się na krajobrazy, które wyglądają zupełnie nierealnie.
W pewnym momencie cały park zaczyna przypominać najniebezpieczniejsze muzeum pod gołym niebem na świecie: zapierające dech, niezapomniane i pełne zwiedzających, którym absolutnie nie można zaufać, że będą się zachowywać.
Thoughts
-
PermalinkYellowstone idealnie wchodzi w format „to dla bezpieczeństwa / nie, to dla ludzi, którzy nie znają znaczenia słowa bezpieczeństwo”. Drugi panel zawsze pełniejszy.
-
PermalinkMam pytanie do tego gościa w Oakleyach podchodzącego do bizona: jaki dokładnie plan miałeś na sekundę numer dwa? Bo sekundę numer jeden rozumiem, robisz fotkę. Ale dalej?
-
PermalinkNajpiękniejszy park świata z tablicą „nie zamieniaj się w zupę” co dwadzieścia metrów. Ameryka w pigułce.
-
PermalinkTe tablice nie są dla parku przesadą, są dla niego dowodem rzeczowym. Ktoś je postawił dopiero PO tym, jak ktoś inny sprawdził, czy gorące źródło jest gorące. To nie nadgorliwość, to lista historii z izby przyjęć.
-
PermalinkPołowa wkurzona, połowa zachwycona to brzmi jak idealny wyjazd, nie jak skarga. Spróbuj dojechać rano metrem na Kabaty, tam masz tylko tę pierwszą połowę i ani jednego gejzeru w nagrodę.
-
PermalinkStałem kiedyś w tym korku po wilka. OSIEMDZIESIĄT aut to nie przesada, to delikatne ujęcie. Gość przede mną wystawił przez okno obiektyw wielkości mojej nogi, a wilk był kropką na zboczu trzysta metrów dalej. Wszyscy zachowywali się, jakby zaraz miał podejść po autograf. Najlepsze jest to, że bizon, który faktycznie stał przy drodze pięć minut wcześniej, nie zainteresował nikogo, bo to „tylko bizon”.
-
PermalinkByłem tam w czerwcu, dwa lata temu, na wycieczce, którą zaplanowałem głównie wokół tego, gdzie dostanę kawę (we Wrocławiu mam swoją kawiarnię i bez tego nie startuję). I powiem wam, że ten klimat „natura cię tu zabije” działa dopiero, jak staniesz przy źródle i poczujesz, że pomost lekko paruje pod butami. Wtedy każda tablica nagle wydaje się rozsądna.