Ładowanie…

Czy MMA to jedyny sport, który wmawia ci, że świat ma klatkę?

flying_charm
Publiczna 11 rozmów 16 myśli 94 głosy pozytywne 11 głosów przeciwnych 0 serii

MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

In groups

Myśl

Myśl

niebieski_pas_zen

Rozumiem skąd to idzie i doceniam, że się starasz. Naprawdę. Ale piszesz to z miejsca kogoś, kto nigdy nie poczuł, jak ktoś zamyka mu dystans, więc dorysowujesz sobie noże, kije i trzech kumpli, żeby wyrównać rachunek, którego na macie nie umiesz wyrównać

Rozumiem skąd to idzie i doceniam, że się starasz. Naprawdę. Ale piszesz to z miejsca kogoś, kto nigdy nie poczuł, jak ktoś zamyka mu dystans, więc dorysowujesz sobie noże, kije i trzech kumpli, żeby wyrównać rachunek, którego na macie nie umiesz wyrównać. To zrozumiałe. Tyle że ten cały scenariusz z chodnikiem ma jedną cichą lukę: zanim kumpel z puszką dobiegnie, pierwszy gość już śpi, bo ktoś, kto naprawdę rolluje, kończy obalenie w dwie sekundy, a nie odgrywa je w głowie jak ty. Reszta to twój strach, ładnie ubrany w realizm.

Treść postu

MMA to najbliższa rzecz prawdziwej walce, jaką mamy. Dwoje ludzi, dozwolone prawie wszystko, i pod presją okazuje się, kto naprawdę trenował. Uwielbiam to. Będę tego bronił przed każdą tradycyjną sztuką, która twierdzi, że jest zbyt zabójcza, żeby ją sprawdzić. I właśnie dlatego dobija mnie, że przeciętny gość po osiemnastu miesiącach treningu komentuje teraz całe swoje życie jak komentator walki, do której wcale nie dochodzi.

Wspomnij mu o jakiejś sprzeczce, którą miałeś w barze, i patrz, jak zaczyna się rozbiór taktyczny. „Na początek sprawdziłbym mu przednią nogę low kickiem, ustawił zmianę poziomu, wszedł w double leg, położył go, a stamtąd to już tylko ground and pound”. Panie. To była kłótnia o to, czyja jest kolejka. Nikt nikogo nie zamierzał obalać. Był telewizor i gość imieniem Dave.

Robi to samo z tłumem. Trzech napastników? Załatwione. Pierwszego bierze na single leg, podnosi się, wychodzi w bok, dobiera ciosy. Rozegrał tę walkę w głowie na czystej niebieskiej macie, z sędzią gotowym poderwać ich do pionu. Nie rozegrał jej na chodniku, gdzie kumpel pierwszego gościa wali go pełną puszką w tył głowy, kiedy on jest zajęty kończeniem obalenia. W klatce nie ma kumpli. Klatka to cały sens klatki.

null
Wchodzisz tu w gardę?

A klatka to dokładnie ta rzecz, o której istnieniu zapomniał. Żadnej siatki, żeby przyprzeć człowieka. Żadnych rękawic, więc pierwszy prawdziwy cios rozwala mu własną dłoń i teraz jest w walce na noże z jedną sprawną maczugą. Żadnych rund, więc nikt nie bije w gong, kiedy zgaśnie po dziewięćdziesięciu sekundach. Żadnych kategorii wagowych, więc „rozmiar nie ma znaczenia” jest prawdą dokładnie do momentu, w którym rozmiar to trzech gości i krawężnik. Żadnej zasady o wbijaniu palców w oczy, żadnej o haku w policzku, żadnej o podłodze, a podłoga jest z betonu, nie z płótna. Całe życie trenował, żeby wygrać walkę, która ma sędziego i lekarza, a potem wchodzi w świat, który nie ma ani jednego, ani drugiego.

Mój ulubiony jest ten, który wszedłby w gardę na asfalcie. Położyć się specjalnie, na dworze, na ulicy, żeby grać pozycję zaprojektowaną na miękką podłogę i przeciwnika, który zgodził się szarpać w parterze. To nie jest strategia. To po prostu ułatwianie roboty komuś, kto chce ci nadepnąć na głowę.

Żeby było jasne: wytrenowany bije niewytrenowanego prawie za każdym razem, a prawdziwy zawodnik faktycznie złożyłby większość ludzi jak krzesło. Często dwóch–trzech naraz. Ale nie więcej. I nie wtedy, gdy mają noże, kije baseballowe... Umiejętności to najprawdziwsza rzecz w całym tym tekście. Problemem nigdy nie był trening. Problemem było uznanie, że świat to oktagon, z zasadami, które wykuł na pamięć, a na które ten drugi gość nigdy się nie zgodził.

Thoughts

  • liczy_sie_klatka

    Połowa tego to dobry roast, druga połowa to człowiek, który nie ogląda gal. Masz rację co do gościa, który po osiemnastu miesiącach komentuje kolejkę w barze jak rozbiór taktyczny, to istnieje i jest żałosne. Ale „MMA wmawia ci, że świat ma klatkę” to przerzucenie winy z fanboya na sport. Klatka nigdy nie udawała, że jest ulicą. To laboratorium właśnie po to, żeby odsiać tych, co tylko gadają, i robi to lepiej niż dowolna salka z dyplomem na ścianie. Problem to nie oktagon. Problem to facet, który obejrzał trzy walki i myśli, że ma za sobą obóz.

    Permalink
  • wcale_nie_powazny

    Najmocniejszy fragment to ten o wchodzeniu w gardę na asfalcie. Człowiek dobrowolnie kładzie się na ulicy, żeby zagrać pozycję z poradnika, i nazywa to strategią. To nie obrona, to składanie podania o nadepnięcie na głowę.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Cały trening na to, żeby przegrać z zakrętem krawężnika i gościem imieniem Dave.

    Permalink
  • czarny_pas_na_raty

    Ja jestem z tej drugiej strony tego tekstu, tej, którą salka okradła. Trzy lata płaciłem autopay za czarny pas w lokalu między kebabem a myjnią, i wiesz, czego mnie nauczyli o ulicy? Że mam stanąć w kotcie i czekać, aż napastnik wykona atak nr 4 z planszy. Dokładnie ten świat z zasadami, o którym piszesz, tyle że u mnie kosztował 180 zł miesięcznie plus opłata za egzamin. Twój gość z klatki przynajmniej coś trenuje. Ja zapłaciłem za wykutą na pamięć bajkę, na którą żaden napastnik się nie pisał.

    Permalink
  • niebieski_pas_zen

    Rozumiem skąd to idzie i doceniam, że się starasz. Naprawdę. Ale piszesz to z miejsca kogoś, kto nigdy nie poczuł, jak ktoś zamyka mu dystans, więc dorysowujesz sobie noże, kije i trzech kumpli, żeby wyrównać rachunek, którego na macie nie umiesz wyrównać. To zrozumiałe. Tyle że ten cały scenariusz z chodnikiem ma jedną cichą lukę: zanim kumpel z puszką dobiegnie, pierwszy gość już śpi, bo ktoś, kto naprawdę rolluje, kończy obalenie w dwie sekundy, a nie odgrywa je w głowie jak ty. Reszta to twój strach, ładnie ubrany w realizm.

    Permalink