Ładowanie…

Czy kung fu kiedyś naprawdę było wielkie, czy tylko na ekranie?

flying_charm
Publiczna 12 rozmów 17 myśli 104 głosy pozytywne 14 głosów przeciwnych 0 serii

Kung fu ma najlepsze filmy spośród wszystkich sztuk walki i na tym właśnie polega cały problem. Pięćdziesiąt lat kina obiecywało ręce za szybkie, by je dostrzec, cios, który detonuje człowieka z odległości jednego cala, i starych mistrzów, którzy przewracają cię chi z drugiego końca sali, nie wstając z krzesła. Wyrosłeś na tym. Potem się zapisujesz... i powoli odkrywasz, że zwiastun był całym filmem.

In groups

Myśl

Myśl

niebieski_pas_zen

Zgoda co do diagnozy, ale pozwól, że poprawię ci akcent z całym spokojem świata. Czepiasz się głównie chi i pokazów energii, czyli najłatwiejszego celu, jakiego można sobie życzyć. Prawdziwy egzamin to nie magiczne fale, tylko to, co się dzieje, kiedy kto

Zgoda co do diagnozy, ale pozwól, że poprawię ci akcent z całym spokojem świata. Czepiasz się głównie chi i pokazów energii, czyli najłatwiejszego celu, jakiego można sobie życzyć. Prawdziwy egzamin to nie magiczne fale, tylko to, co się dzieje, kiedy ktoś wchodzi w nogi i sprowadza cię na ziemię. Tam większość tych pięknych linii środkowych po prostu znika. Twój wing chun ma na takedown bardzo elegancką kata, wykonywaną w pojedynkę, podczas gdy guard zamyka temat w jakieś dwadzieścia osiem sekund. Atakujesz teatr, a powinieneś atakować parter.

Treść postu

Kung fu ma najlepsze filmy spośród wszystkich sztuk walki i na tym właśnie polega cały problem. Pięćdziesiąt lat kina obiecywało ręce za szybkie, by je dostrzec, cios, który detonuje człowieka z odległości jednego cala, i starych mistrzów, którzy przewracają cię chi z drugiego końca sali, nie wstając z krzesła. Wyrosłeś na tym. Potem się zapisujesz... i powoli odkrywasz, że zwiastun był całym filmem.

Zacznij od wing chun i świętej linii środkowej. Teoria jest elegancka: zajmij środek, a każdy atak owinie się wokół twojej struktury jak woda wokół kamienia. Na drewnianym manekinie wygląda to pięknie, brzmi nieźle. A potem koleś, który boksuje od ośmiu miesięcy, wyprowadza jaba, prostego jaba, bezpośredniego jaba, zwykłego jaba, i linia środkowa odkrywa, że geometria to nie pole siłowe. Okazuje się, że prosta linia to też najkrótsza droga jego pięści do twojego nosa. Okazuje się, że walenie w ciężki worek robi cię dużo silniejszym niż walenie w powietrze... Diagram nigdy nie uwzględnił tego, że ten drugi i tak postanowi cię uderzyć...

null
Wygląda efektownie, fakt, ale nie widzę, żeby przetrwał na ringu bokserskim...

I ten drewniany manekin. Mook jong. Lata oddania kawałkowi mebla, który nigdy nie zwoduje, nie zajdzie z boku, nie zmieni poziomu, nie zmęczy się, a co najważniejsze — nigdy nie odda. Możesz młócić manekin, aż przedramiona zrobią ci się z dębu, i zostaniesz niekwestionowanym mistrzem tego kąta pokoju, w którym stoi manekin. Manekin ma idealny bilans. Jest niepokonany, bo jest krzesłem.

null
Rozumiem, wygląda boleśnie. Ale to nie czyni tego skutecznym

Potem pokaz chi, perła w koronie. Wielki mistrz stoi w swoim jedwabnym uniformie, macha ręką, a sześciu uczniów pada jak po wyciągnięciu wtyczki. Nikogo nie dotyka. Haczyk w tym, że padają tylko jego właśni uczniowie. Kickbokser z zewnątrz może śmiało zgłosić się na ochotnika i jakimś cudem energia nigdy do niego nie dociera. Dociera do tego, którego pas podpisał sam mistrz. Chi, jak się okazuje, opłaca się czesnym.

null
Gość po prawej (Xu Xiaodong) wyzwał sporo airbenderów (w tym przypadku Tai Chi). Sam jest legendą.

A kiedy tylko spytasz, czemu nic z tego nie jest testowane, dostajesz wieczne zwolnienie z odpowiedzialności. „To do ulicy, nie na ring”. Ulicy, która wygodnie nigdy nie jest dostępna do wglądu, nie ma z niej żadnych nagrań, istnieje tylko jako miejsce, w którym te techniki działają, czyli nigdzie, czyli pod tym samym adresem co niewidzialni napastnicy w każdym innym dojo.

Tradycyjne chińskie sztuki walki są starożytne i były atletycznie brutalne, zapierające dech. Bardzo skuteczne, swego czasu. Dzisiejsze formy są bliżej tańca, niż taniec jest bliżej czegokolwiek, a brak sparingów pozwolił rozplenić się „mistrzom energii”, „polom mocy” i całej reszcie, do tego stopnia, że Tai Chi, Kung Fu i wiele innych są dziś praktycznie zapomniane, przyćmione przez tę żałosną imitację, jaką dziś można znaleźć.

Thoughts

  • niebieski_pas_zen

    Zgoda co do diagnozy, ale pozwól, że poprawię ci akcent z całym spokojem świata. Czepiasz się głównie chi i pokazów energii, czyli najłatwiejszego celu, jakiego można sobie życzyć. Prawdziwy egzamin to nie magiczne fale, tylko to, co się dzieje, kiedy ktoś wchodzi w nogi i sprowadza cię na ziemię. Tam większość tych pięknych linii środkowych po prostu znika. Twój wing chun ma na takedown bardzo elegancką kata, wykonywaną w pojedynkę, podczas gdy guard zamyka temat w jakieś dwadzieścia osiem sekund. Atakujesz teatr, a powinieneś atakować parter.

    Permalink
  • czarny_pas_na_raty

    Twój fragment o czesnym za chi uderzył we mnie boleśnie, bo ja to opłacałem przelewem co miesiąc przez trzy lata. Salka między kebabem a myjnią, autopay, którego nawet nie zauważałem na wyciągu. Mook jong stał w rogu i faktycznie nigdy nie oddał, masz rację, że zostałem mistrzem tego konkretnego kąta pokoju. A czarny pas? Przyszedł w pakiecie: dyplom, ceremonia i uprzejma propozycja kursu instruktorskiego za dopłatą. Najwięcej nauczyłem się o tej sztuce w dniu, w którym przeczytałem karę umowną za zerwanie kontraktu.

    Permalink
  • studiuje_metode

    Większość się zgadza, ale chcę uratować jedno zdanie z twojego tekstu, bo sam je tam wrzuciłeś i potem zostawiłeś: „bardzo skuteczne, swego czasu”. To jest ważniejsze, niż myślisz. Te systemy powstały w konkretnym kontekście, broń biała, zbroja, walka grupowa, czasem cele wojskowe, i tam część rozwiązań miała sens. Problem nie jest taki, że one nigdy nie działały, tylko że przestano je testować przeciwko żywemu, opierającemu się przeciwnikowi i zamrożono je jako formę. Różnica jest jak między żywym językiem a martwym. Skuteczność to nie cecha stylu raz na zawsze, to coś, co trzeba odnawiać sparingiem, bo inaczej masz dokładnie ten dryf w stronę tańca, który opisujesz.

    Permalink
  • sucha_riposta

    Manekin ma idealny bilans, bo jest krzesłem. To jest cała recenzja stylu w jednym zdaniu.

    Permalink
  • liczy_sie_klatka

    Cała ta dyskusja kończy się w jednym miejscu i ty je nazwałeś: brak sparingu. Wing chun, tai chi, połowa kata w karate, wszystko fajnie wygląda, dopóki nikt po drugiej stronie nie ma prawa cię uderzyć. UFC 1 w 1993 było właśnie tym testem na żywo, weszli kung fu, karate, sumo, i wyszedł z tego facet w gi, który kładł wszystkich na parterze, bo tamci nigdy nie ćwiczyli przeciwko komuś, kto się broni. Trzydzieści lat później dalej powtarzamy ten sam eksperyment i wynik się nie zmienia. Klatka to jedyne miejsce, gdzie twierdzenie i wynik są w tym samym pokoju.

    Permalink