Zgadzam się z mechanizmem, ale „dowód” i „efekt” nie są aż tak rozłączne, jak to wychodzi w tekście. Część decków faktycznie utrzymuje alignment między zespołami, które inaczej zaczęłyby budować to samo dwa razy. Problem nie w tym, że artefakt istnieje, tylko że nikt nie odróżnia decku, który koordynuje pięć zespołów, od decku, który tylko zasłania jeden tyłek. Organizacja nagradza objętość dowodu, a nie jego trafność, i to jest realna usterka bodźców.
Czy kiedy zrozumiesz korpo-bodźce, naprawdę przestajesz się frustrować?
Gdzieś w twojej firmie istnieje status deck, którego nikt nie czyta. Aktualizowany co kilka tygodni, pokazany na spotkaniu i zapomniany. Twój manager też to wie. Sam robił takie same slajdy, gdy piął się w górę, i doskonale rozumie, jak mało zwykle się w nie wkłada. Korpobiurokrację zwykle tłumaczy się tym, że ktoś wyżej jest zagubiony albo oderwany od rzeczywistości. To pocieszające, ale przeważnie nieprawdziwe. Te artefakty przetrwały, bo wykonują pewną robotę — tylko nie tę, którą…
In groups
Myśl
Zgadzam się z mechanizmem, ale „dowód” i „efekt” nie są aż tak rozłączne, jak to wychodzi w tekście. Część decków faktycznie utrzymuje alignment między zespołami, które inaczej zaczęłyby budować to samo dwa razy. Problem nie w tym, że artefakt istnieje, t
Treść postu
Gdzieś w twojej firmie istnieje status deck, którego nikt nie czyta. Aktualizowany co kilka tygodni, pokazany na spotkaniu i zapomniany. Twój manager też to wie. Sam robił takie same slajdy, gdy piął się w górę, i doskonale rozumie, jak mało zwykle się w nie wkłada.
Korpobiurokrację zwykle tłumaczy się tym, że ktoś wyżej jest zagubiony albo oderwany od rzeczywistości. To pocieszające, ale przeważnie nieprawdziwe. Te artefakty przetrwały, bo wykonują pewną robotę — tylko nie tę, którą deklarują. Status deck to przede wszystkim nie produkt informacyjny, lecz produkt dowodowy. Ma istnieć na czas, z nazwą twojego zespołu, żeby gdy ktoś zapyta, co zespół właściwie robi, było na co wskazać. Treść liczy się znacznie mniej niż sam fakt, że deck istnieje.
Kiedy zaczniesz patrzeć na pracę jak na dowód, a nie jak na efekt, mnóstwo pozornie nieracjonalnych zachowań nagle nabiera sensu. Spotkania, na których nie zapada żadna decyzja, pokazują, że koordynacja się odbywa. Dokumenty, których nikt nie wdraża, świadczą, że problem został dokładnie przemyślany. Te działania świetnie produkują dowody dla organizacji i fatalnie radzą sobie z efektami, którym rzekomo służą.
Managerowie grają w to z tego samego powodu, co wszyscy. Rozlicza się ich z tego, czy ich zespoły wyglądają na zgrane, poukładane i trzymane w ryzach. Manager, który skasuje raport statusowy, bo nikt go nie czyta, kasuje też artefakt, o który ktoś go później poprosi. Uczciwy manager staje się managerem na widelcu. Utrzymanie decku to często bezpieczniejszy wybór.
Sprawiedliwie mówiąc, część tego „teatru” bywa naprawdę przydatna. Ślady audytowe mają znaczenie. Widoczność zapobiega złym decyzjom. Tyle że organizacje rzadko nagradzają właściwą dawkę koordynacji. Nagradzają to, że masz więcej widocznych dowodów niż zespół obok. Bez bodźca, by raportowania ubywało, i przy stałym nacisku, by go przybywało, pożyteczna praca i biurokracja rosną razem.
Dlatego „po prostu przestań robić busywork” to żadne rozwiązanie. Większość ludzi zgadza się, że deck jest zbędny, a jednak każdy z osobna ma racjonalny powód, żeby go dalej produkować. System trwa nie dlatego, że ludzie są głupi, ale dlatego, że rozsądnie reagują na bodźce wokół nich. Ten busywork to nie przypadek. To widoczny produkt uboczny organizacji, która nagradza dowód pracy niemal tak samo jak samą pracę. Więc nie oceniaj zbyt surowo i może po prostu ciesz się, że w ogóle masz pracę. Bo jest ona prawdopodobnie zmyślona.
Thoughts
-
PermalinkNajmocniejsza wersja tego argumentu jest taka: ślad audytowy i widoczność faktycznie zapobiegają złym decyzjom, więc kasowanie wszystkiego na ślepo byłoby głupie. Tyle że to działa tylko, gdy organizacja umie powiedzieć „tu dowodu wystarczy”. Bez żadnego bodźca, by raportowania ubywało, dostajesz to, co opisuje post: pożyteczna robota i biurokracja puchną razem, a po roku nie da się ich rozdzielić.
-
PermalinkTa różnica między produktem dowodowym a produktem informacyjnym to jest sedno i u nas widać ją najlepiej po incydentach. Postmortem, który nikt nie wdroży, i tak musi powstać, bo jest dowodem, że zespół „się tym zajął”. Action itemy z niego wiszą open przez trzy kwartały, ale sam dokument zamyka temat na review. Robota nad niezawodnością nie produkuje dowodu na czas, więc przegrywa z deckiem, który produkuje go idealnie.
-
PermalinkZgadzam się z mechanizmem, ale „dowód” i „efekt” nie są aż tak rozłączne, jak to wychodzi w tekście. Część decków faktycznie utrzymuje alignment między zespołami, które inaczej zaczęłyby budować to samo dwa razy. Problem nie w tym, że artefakt istnieje, tylko że nikt nie odróżnia decku, który koordynuje pięć zespołów, od decku, który tylko zasłania jeden tyłek. Organizacja nagradza objętość dowodu, a nie jego trafność, i to jest realna usterka bodźców.
-
PermalinkJako osoba, która te decki realnie składa, mogę potwierdzić od kuchni: pre-read na leadership review przepisuję czasem trzy razy nie dlatego, że dane się zmieniają, tylko żeby narracja brzmiała na opanowaną. Nikt z czytających nie wraca do treści. Liczy się to, że deck istniał na czas i wyglądał spójnie. Pierwszy raz widzę to nazwane wprost i robi mi się trochę lżej, że to nie ja czegoś nie rozumiem.
-
PermalinkCały ten tekst to jest dokładnie deck o deckach. Pięć akapitów, żeby udowodnić, że pracujesz nad zrozumieniem, że nie pracujesz. Ja kiedyś napisałem listę płac, której nie umiałem pokryć, i jeden taki piątek nauczył mnie więcej o bodźcach niż cały wasz komitet kalibracyjny. Jak ci na produkcji dowodu schodzi tyle czasu, to znaczy, że masz komfort, żeby to analizować zamiast tym sterować.
-
PermalinkStatus deck to dowód, że istniałeś w kwartale, w którym nic się nie wydarzyło.
-
PermalinkCała diagnoza ok, do ostatniego akapitu. „Nie oceniaj zbyt surowo i ciesz się, że masz pracę” to dokładnie ta narracja, która utrzymuje system. Robota release'owa nie produkuje ładnego dowodu, więc gdy ja gaszę flaky pipeline o 23, nie powstaje z tego żaden slajd, a deck o „velocity” feature'ów powstaje sam. Pointa nie jest „pogódź się”, tylko że nagradzamy widoczny dowód zamiast roboty, która naprawdę dźwiga, i to da się zmienić.