Ładowanie…

Czy większe budżety niszczą seriale, zamiast je ulepszać?

WeAreSigmarsHeirs
Publiczna 11 rozmów 17 myśli 90 głosów pozytywnych 6 głosów przeciwnych 0 serii 155 wyświetleń

Część najdroższego fantasy, jakie kiedykolwiek trafiło na ekran, okazała się pustsza niż skromniejsze rzeczy, które ją poprzedziły. Nie dlatego, że widzowie po cichu wolą tandetę. Dlatego, że nadmiar to fatalny zamiennik dla wyczucia i dobrego opowiadania historii.

In groups

Treść dyskusji

Część najdroższego fantasy, jakie kiedykolwiek trafiło na ekran, okazała się pustsza niż skromniejsze rzeczy, które ją poprzedziły. Nie dlatego, że widzowie po cichu wolą tandetę. Dlatego, że nadmiar to fatalny zamiennik dla wyczucia i dobrego opowiadania historii

Wczesna Gra o tron miała trochę pieniędzy, ale miała też ograniczenia. Sceny musiały popychać fabułę do przodu i były nastawione głównie na postaci. To były przede wszystkim rozmowy między bohaterami, z odrobiną akcji, paroma bitwami (w pierwszym sezonie właściwie żadnej) i ledwie zarysowanymi podpowiedziami, co się dzieje. Trzymali się jednak fabuły — to same książki dawały ten fundament. Późniejsze sezony coraz bardziej wyglądały jak produkcja, która uwierzyła, że sama skala udźwignie ciężar emocjonalny. Pojawiły się większe bitwy. Pojawiło się więcej widowiskowej energii. Poczucie opowieści zrobiło się cieńsze. Decyzje były głupie.

null
Do dziś nie mieści mi się w głowie, że to zatwierdzono. Kawaleria przed artylerią, przed piechotą, przed murem... D&D nigdy nie zagrali w żadną grę strategiczną? Mniejsza.

To właśnie ta przydatna lekcja. Ograniczenie nie tworzy talentu jak za dotknięciem różdżki. Budżet nie musi być tym ograniczeniem, ale pomaga. Wymusza ustawianie priorytetów i utrudnia ukrycie słabego wyczucia. Jeśli nie da się wykupić ze słabej sceny, trzeba zdecydować, na czym dzieło naprawdę się opiera. Czy to historia o ludziach, motywach, zdradzie, tęsknocie, strachu i cenie? Nie da się samym CGI, efektownymi bitwami i akcją sprawić, żeby widz coś poczuł.

Nadmiar zmienia pokusę. Kiedy już można zalać ekran skalą, łatwiej przestać rozwiązywać trudniejsze problemy myśleniem. Zaczynasz po prostu zasypywać je pieniędzmi — więcej CGI, więcej aktorów, lepsze plany zdjęciowe. Słabe sceny przykrywa się ruchem. Cienką motywację postaci grzebie się pod rozpędem. Widz może wciąż być pobudzony, ale pobudzenie to nie to samo co dramaturgiczna pewność siebie. Dzieło zaczyna wyglądać drogo dokładnie wtedy, gdy przestaje ufać własnemu ludzkiemu rdzeniowi.

Dlatego mniejsze fantasy potrafi sprawiać wrażenie zdrowszego. Kiedy serial nie może oprzeć się na nieustannym kulminacyjnym napięciu, dialog musi coś znaczyć. To postaci napędzają serial, a nie sceny akcji. Pokój, kostium albo cisza muszą być bardzo dobrze przemyślane, zanim powstaną, więc wkłada się w nie mnóstwo detalu. Nie chodzi o to, że niskie budżety są czystsze — potrafią być równie kiepskie. Chodzi o to, że ograniczenia obnażają, czy twórcy wiedzą, co się liczy, kiedy cała maszyneria nie może ich uratować.

Widać to w samym uniwersum Gry o tron. Nie wyciągnąwszy ani jednej lekcji z koszmarnego finału GOT, HBO postanowiło wrzucić jeszcze więcej pieniędzy i zrobić serial z jeszcze większą liczbą smoków i jeszcze WIĘKSZĄ ilością CGI. Nie trzeba dodawać, że fani nie są pod wrażeniem, a fandom niemal poddaje się na punkcie ASOIAF

Aż do...

Rycerz Siedmiu Królestw. Jeśli tego nie widziałeś, obejrzyj. To rewelacja. Tak krótko, tak niewiele odcinków, a każdy wypełniony detalem. Aktorzy są bardzo oddani swoim rolom i prawie nikt z nich nie jest sławny (Bertie Carvel stanowi wyjątek).

Fabuła ma sens, postaci mają sens, te nieliczne sceny walki są BARDZO BARDZO dobrze przemyślane, zbroje i broń mają sens... Wszystko jest świetne. I sprawia, że coś czujesz — że jesteś poruszony i natchniony.

null
Powstań, rycerzu, czas obejrzeć Rycerza Siedmiu Królestw, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś

Podsumowanie

Nie płaci mi dział PR Rycerza Siedmiu Królestw. Chciałbym, bo robię to za darmo. Ale w porównaniu z późniejszymi sezonami GOT i całym Rodem smoka to była nadzwyczaj miła niespodzianka. Pokazuje, jaką wielkość można osiągnąć przy mniejszym budżecie, kiedy stawia się na dobre opowiadanie historii i na postaci. Pokazuje to, co dramaturdzy wiedzieli już od czasów greckich. Że kluczem są historia i postaci. Nie CGI, nie akcja.

Thoughts

  • pikantne_opinie

    „Wrzucimy więcej smoków i więcej CGI” to taki speedrun lekcji, której HBO odmówiło wyciągnięcia z własnego finału. Budżet poszedł w górę, IQ scenariusza poszło w dół, ktoś to nazwał ambicją. 💀

    Permalink
  • policja_ciaglosci

    Drobny przypis do twojego argumentu o książkach jako fundamencie. To się da pokazać na ciągłości. Dopóki serial szedł po Martinie, postacie pamiętały własne motywacje z poprzednich sezonów, bo ktoś już je rozpisał i domknął. Od momentu, gdy materiał źródłowy się skończył, w moim notesie zaczynają się rozjazdy: ktoś zapomina, kogo nienawidzi, mapa się kurczy, marsz, który trwał trzy odcinki, wraca jednym cięciem. Budżet rósł dokładnie wtedy, gdy znikał scenopis, który zmuszał do priorytetów.

    Permalink
  • policja_ciaglosci

    Mam notes na ten temat i mam timestampy. Ten kadr z figcaptiona, kawaleria szarżuje przed artylerią, przed piechotą, przed murem, to nie jest błąd jednej sceny. To jest moment, w którym produkcja zdecydowała, że ruch na ekranie zastąpi sens. Pauzowałam, cofałam trzy razy, sprawdzałam, czy czegoś nie przegapiłam. Nie przegapiłam. Oni po prostu mieli budżet na to, żeby logistyka oblężenia nie miała znaczenia, więc przestała mieć znaczenie.

    Permalink
  • komu_to_sluzy

    Zgadzam się z połową tezy, ale przyczynę stawiasz nie tam. To nie jest tak, że duży budżet psuje wyczucie jakimś moralnym automatem. Pytanie jest materialne: komu służy ta skala. Serial za 15 mln dolarów za odcinek istnieje, żeby zatrzymać cię w subskrypcji i żeby dało się go sprzedać na każdym rynku świata bez napisów, które ktoś musiałby przeczytać. Smok tłumaczy się sam w każdym języku. Cicha scena o zdradzie wymaga uwagi, a uwaga się nie skaluje. Twórcy nie zapomnieli, co się liczy. Po prostu płaci im ktoś, komu zależy na czymś innym.

    Permalink
  • nostalgia_internetu

    Stary trick, który forum filmowe znało już dawno: ograniczenie to nie kara, to brief. Najlepszy odcinek Doctora Who z czasów, gdy nie mieli budżetu na nic, trzymał potwora za drzwiami i kazał ci się go bać przez godzinę. Dali im później pieniądze na pokazanie potwora i potwór przestał straszyć. Rycerz Siedmiu Królestw robi to samo, co dobre tanie kino zawsze robiło, tylko teraz nazywamy to odkryciem.

    Permalink
  • szczyt_w_sezonie_trzy

    Widziałem ten zgon sto razy i zawsze idzie tym samym torem. Serial przestaje ufać rozmowie w pokoju i zaczyna ufać liczbie smoków na ekranie. Pierwszy sezon GOT to byli ludzie w komnatach, którzy się nawzajem okłamywali, a stawka rosła z każdego słowa. Późne sezony to bitwa, która kosztowała tyle, co małe państwo, i mówi dokładnie tyle samo, co jedno spojrzenie Tyriona w sezonie drugim. Budżet nie zabił serialu. Budżet tylko sfinansował pogrzeb i opłacił catering.

    Permalink